Malowanie mieszkania odkłada się tradycyjnie na wiosnę, a to błąd taktyczny. Wrzesień i październik mają wszystko, czego potrzebuje świeża farba: temperatury w sam raz, powietrze bez letniej wilgoci i możliwość wietrzenia bez wychładzania mieszkania. Do tego dochodzi argument czysto handlowy — po letnim szczycie remontowym markety budowlane chętniej przeceniają farby i akcesoria. Kto planuje odświeżenie ścian, ma właśnie najlepsze okno w roku.
Dlaczego jesień służy farbie
Farby lateksowe i akrylowe najlepiej schną przy 10-25 stopniach i umiarkowanej wilgotności. Lipcowy upał sprawia, że powłoka wysycha za szybko i zostają smugi po wałku; z kolei malowanie zimą przy zamkniętych oknach kończy się zapachem chemii na tygodnie. Jesienią wystarczy uchylone okno w czasie pracy i po kilku godzinach po malowaniu — bez przeciągów, które łapią kurz na mokrą ścianę, i bez tropików, które psują wykończenie. Praktyczny drobiazg: farbę składuje się i transportuje w dodatniej temperaturze, więc kupując ją późną jesienią, nie zostawia się puszek na noc w aucie.
Lista zakupów bez zbędnych pozycji
Na pokój około 15 metrów potrzeba mniej, niż sugerują sklepowe stojaki z akcesoriami. Podstawa: farba (wydajność z puszki jest podana na etykiecie — przy dwóch warstwach liczy się metraż razy dwa, plus 10 procent zapasu na poprawki), wałek z mikrofibry do gładkich ścian plus mniejszy do pasów przy suficie, kuweta, pędzel do naroży, taśma malarska dobrej jakości (ta za 3 zł odchodzi razem z farbą albo puszcza farbę pod spód — przerabiałem, nie polecam), folia ochronna na podłogę i meble oraz akryl lub gips szpachlowy do dziur po kołkach. Razem, bez farby, wychodzi 60-100 zł. Z farbą średniej półki — dodatkowe 100-200 zł na pokój. Grunt kupuje się tylko pod konkretne sytuacje: świeże tynki, ściany po zmyciu starych powłok, mocne przebarwienia albo zmianę koloru z ciemnego na jasny.
Kolejność, która oszczędza nerwy
Dobre malowanie to w trzech czwartych przygotowanie. Dzień pierwszy: meble na środek, folia, umycie ścian z kurzu (zwykła woda z płynem), szpachlowanie ubytków, po wyschnięciu przeszlifowanie i taśma na listwy oraz framugi. Dzień drugi: najpierw sufit, potem pasy pędzlem przy narożach, na koniec wałkiem całe płaszczyzny — zawsze „na mokro", czyli łącząc świeży pas z jeszcze wilgotnym poprzednim, pasami od okna w głąb pokoju. Druga warstwa po czasie z etykiety, zwykle 2-4 godziny. Taśmę zdejmuje się, póki farba jest lekko wilgotna — wyschnięta na kość potrafi wykruszyć krawędź. Cały pokój to realnie weekend pracy w spokojnym tempie, wliczając schnięcie.
Efekt bywa nieproporcjonalny do kosztów: za mniej niż 300 zł i dwa dni pracy pokój wygląda jak po remoncie, a jesienne światło — niższe i cieplejsze niż letnie — pokazuje świeży kolor wyjątkowo korzystnie. Wiosną, gdy wszyscy rzucą się do wałków, będzie już dawno po wszystkim.